Interesujący mężczyźni

Na kawie z Arkadiuszem Nowak, Mistrzem Krawiectwa Przygodowego

03/04/2017 |

ARKADIUSZ NOWAK – MĘŻCZYZNA NOWOCZESNY CZY INTERESUJĄCY? Na kawie ze Arkadiuszem Nowak, Mistrzem Krawiectwa Przygodowego

„Podróżowanie jest brutalne. Zmusza cię do ufania obcym i porzucania wszelkiego co znane i komfortowe. Jesteś cały czas wybity z równowagi. Nic nie należy do ciebie poza najważniejszym – powietrzem, snem, marzeniami, morzem i niebem”

Cesare Pavese


Wioletta Kado: Arku, umieściłeś na swojej stronie cytat o podróżowaniu, z którego wynika, że podróżowanie nie jest łatwe, skąd w takim razie pomysł na Nowak Adventure Travel?

 

Pomysł na podróże to Przypadek. Pierwsza moja praca to Niemcy i stacja benzynowa…Tak naprawdę zawsze marzyłem, aby zostać architektem wnętrz, ukończyłem Technikum Budowlane, ale na architekturę egzamin wstępny musiałem zdawać 3 razy. W tym samym czasie, założyłem typową firmę budowlana „łapało się to, co było”, żeby zarobić pieniądze (to były lata 90-te), w międzyczasie kończyłem studia biznesowe. Za trzecim razem w końcu dostałem się na architekturę, ale dwa fakultety i działalność to było za dużo, więc zrezygnowałem z wymarzonych studiów…

WK: Zrezygnowałeś z wymarzonych studiów? I co dalej? Co się stało z Twoimi marzeniami?


Hmm…nadal szukałem swojego miejsca na ziemi, szukałem, ale tak naprawdę nie wiem czego. Zazdrościłem ludziom, którzy odczuwali satysfakcję z wykonywanej pracy, a w dalszej kolejności - mieli też z tego korzyści finansowe. Wiolu, pasja i pieniądze są bardzo ważne, ale dla mnie najważniejsze są relacje z ludźmi i przyjemność z wykonywanej pracy, po prostu.

WK: I jak dalej potoczyło się Twoje życie zawodowe?

 

Przez czysty przypadek przeprowadziłem się ze Śląska do Gdańska i trafiłem do biura podróży, zostałem dyrektorem sprzedaży. Pracowałem tylko pół roku, ale bardzo mnie to kręciło, zacząłem się w tym świetnie czuć. W momencie, kiedy moja Szefowa mi „podziękowała” za współpracę - założyłem działalność gospodarczą. To był start od zera zupełnego – stary Volkswagen Jetta, 1 komputer w mieszkaniu i nic więcej.


WK: Kto był Twoim pierwszym klientem?

Pierwszym moim klientem była firma Cloetta Fazer. Zorganizowaliśmy dla niej ważną i dużą imprezę na 10-lecie jej istnienia, dzięki temu „przeżyłem” ten trudny, startowy czas. To mi otworzyło oczy…zobaczyłem, że jest rynek eventowy, ma się dobrze i że jest to przyjemna praca za całkiem godziwe pieniądze.

Mężczyzna Nowoczesny to przede wszystkim wciąż mężczyzna, wciąż gentlemen, wciąż szarmancki i uwodzicielski. Nowoczesny dla mnie w tym rozumieniu to facet, który obserwuje dynamicznie zmieniające się otoczenie i adaptuje je dla siebie. Jest "na czasie", ale zawsze jest przede wszystkim sobą, tyle że wręcz doskonalszym. Co jest dużym wyzwaniem w dobie unifikacji wielu funkcji i ról społecznych dzisiaj. Wolę pozostać interesującym, zagadkowym bardziej niż Nowoczesnym.

Arkadiusz Nowak

WK: Kiedy wyjechałeś po raz pierwszy za granicę?

 

Hmm…nie pamiętam ale chyba Afryka, Ameryka Centralna… nie wiem. Na początku dostałem niezłą szkołę życia – zaliczyłem hardcorowy wyjazd na Dominikanę, podpisałem umowę, ale było kiepsko, gdyż nie wzięliśmy pod uwagę różnic w kursach walut i klient na Dominikanie zaczął żonglować ceną, co mogłoby spowodować konsekwencje finansowe, stąd znalazłem innego dostawcę, byłem tam z 25 osobami i to co przeżyłem do momentu wylądowania w Santo Domingo to była ogromna lekcja na przyszłość.Wyjazd się udał i Klient podróżował z nami jeszcze kilka razy.
WK: Twój najbardziej stresujący wyjazd?
Początki ogólnie były dość ekscytujące. Pierwsze moje podróże zagraniczne, to 40 do 50 osób, to samo w sobie było bardzo stresujące…Chicago, Las Vegas, San Francisco, Hawaje, Los Angeles…Air France zastrajkował, a ja mam przeszło 50 osób pod opieką… szok… co zrobiłem? Pełen obaw co do dalszego losu podróży - zadzwoniłem do mojej znajomej - specjalistki w dziedzinie pasażerskiego transportu lotniczego, która poprosiła mnie o godzinę czasu na plan B – udało się – znalazła rozwiązanie i dalej wszystko poszło zgodnie z planem. To osoba, z którą do tej pory pracuję, nigdy mnie nie zawiodła. Po to są właściwi ludzie na właściwych miejscach aby można było na nich polegać. Taką strategię rozwoju we współpracy z dostawcami na całym Świecie do dzisiaj praktykujemy.

 

WK: Jak wyglądały Twoje pierwsze wyjazdy dla top management?

 

Większość moich klientów była z polecenia, z wieloma firmami jeździłem co roku, ale były to trudne wyjazdy z ludźmi w wieku od 20 lat do 60 lat, gdzie każdy miał swoje ograniczenia i inne potrzeby, jak to ludzie – trzeba się było odnaleźć w tak dużej grupie, a to było mega wyzwanie. Kiedyś jeden z grupy menadżerów powiedział: „jeszcze nikt taki się nie urodził, który by każdemu dogodził”, to mi dało do myślenia i od tego momentu pogodziłem się z faktem, że nie zawsze wszyscy będą zadowoleni, ale ja zawsze muszę być profesjonalistą. Natomiast faktem jest, że lubię trudne grupy, gdyż zawsze jest to wyzwanie, nie pozwala popaść w rutynę i one po prostu nie są nudne.


WK: Twój najtrudniejszy wyjazd, którego żałujesz?

 

Początek działalności biura, Klient wymyślił szybki wyjazd busami do Holandii. Ja byłem wtedy zmęczony po kilku długich podróżach, jedna po drugiej. Padł pomysł wynajęcia kierowców. Jeden z nich okazał się alkoholikiem i poza wypadkiem samochodu (żaden uczestnik nie brał w tym udziału), kontrolą policji vs alkohol u kierowców, nie koniecznie dobrze dobranym Klubem w Amsterdamie i przegranym meczem „naszych” - wszystkich osobiście dowiozłem do domu, całych i zdrowych. Przez trzy doby spałem tylko 11 godzin i prowadziłem samochód przejeżdżając ok 2500 km ze średnią prędkością 150 km/ h. To był mój jedyny wyjazd, gdzie po imprezie, po wejściu do hotelu popłakałem się ze zmęczenia i mega stresu….wtedy straciłem niestety tego Klienta.
To była moja jedyna porażka zawodowa, gdyż się zgodziłem na nie do końca przemyślany pomysł ze strony Klienta. Dzisiaj już, gdy nasza marka jest rozpoznawalną w Polsce i poza jej granicami, nie muszę więcej realizować projektów za wszelką cenę. To czas, kiedy widząc jakiekolwiek ryzyko realizacji projektu podróży czy programu wsparcia sprzedaży ostrzegam Klienta przed nim.
Uprzedzam i nie podejmuję ryzyk, które mogą przynieść fiasko jakiejkolwiek organizowanej przez nas imprezie turystycznej. Czy to indywidualnej czy grupowej.


WK: Arku a jak smakował Twój największy sukces?

 

Mój Tato, który przez wszystkie moje dorosłe lata - jest dla mnie autorytetem, a który prowadził dużą firmę drogową, zatrudniając około 300 osób (do dzisiaj jest znany w branży), dał mi pierwszą szansę posmakować sukcesu. Mój pierwszy sukces zawodowy to - staroużyteczna granitowa kostka brukowa…. Prowadząc firmę budowlaną, dostałem duże zlecenie dotyczące ręcznego wyczyszczenia 7 000 ton kostki i przetransportowania jej do portu w Kołobrzegu. Podjąłem się tego wyzwania – znalazłem ludzi do oczyszczania i wystartowaliśmy. Praca szła wolniej niż planowałem. Chciałem przyspieszyć prace, stąd podjąłem decyzję o podwyżce dla pracowników, dzięki czemu ich zaangażowane w pracę wzrosło, oni zaczęli zarabiać więcej - a ja mniej. Niestety wydajność nadal nie wyglądała kolorowo. Terminy wywiązania się z umowy były żelazne. Jednego dnia sam pojechałem na składowisko kostki, aby samemu przekonać się czy można szybciej i więcej (…) Niestety nie. Gdy zacząłem zarabiać mniej, pomyślałem aby mimo wszystko obniżyć wynagrodzenia pracownikom bo wydajność ich pracy nie zwiększyła się. Wtedy Tato mi powiedział, że nie wolno podjętych szybkich decyzji równie szybko cofać.To była moja pierwsza szybka decyzja, ale później nie żałowałem jej. Owszem, zarobiłem mniej pieniędzy niż zakładałem, ale najważniejsze było to, że wywiązałem się z umowy. Aby przyspieszyć prace zaprosiłem wojsko do współpracy, wykupiłem wszystkie młotki w okolicy (to była bardzo żmudna ręczna praca), w zamian żołnierze dostali ode mnie sprzęt Hi-Fi do koszar. Każdy był zadowolony! A ja zarobiłem całkiem sporo moich pierwszych pieniędzy – kupiłem samochód i mieszkanie, to było moje pierwsze duże doświadczenie zawodowe, zakończone sukcesem finansowym. Zaobserwowałem też wtedy, że mój Tato w branży drogowej ma mnóstwo kolegów konkurentów, ale prywatnie wszyscy się bardzo szanowali, natomiast w branży turystycznej tego nie było, nikt się nie znał, wszyscy patrzyli na siebie przysłowiowym ‚bykiem’. Postanowiłem coś z tym zrobić. Gdy poznałam redaktorkę naczelną jednego z magazynów turystycznych, namówiłem ją na spotkanie branżowe. Niedługo potem w Hotelu Hilton – odbyło się pierwsze spotkanie które zaowocowało powstaniem Stowarzyszenia Organizatorów Incentive Travel, które do dzisiaj jest najbardziej liczącą się organizacją tego typu w Polsce, co jest także moim kolejnym sukcesem.

WK: Gdzie będziesz za klika lat?

 

Kiedyś koleżanka powiedziała mi, że powinienem spisać moje plany, ale jeszcze tego nie zrobiłem…, ale tak naprawdę, chciałbym rozwinąć moją firmę międzynarodowo – mieć kilka biur za granicą, być mniej podatnym na zmiany polityczno – gospodarcze. Moim celem jest życie w komforcie psychicznym,, czyli stan, w którym mogę pozwolić sobie powiedzieć klientowi „nie”, nie brać każdego zlecenia na siłę, a po 60 - tce po prostu bawić się i posiadać dom z pięknym widokiem, może z małym hotelikiem na spokojnej wyspie + przyjemności i kontakt z ludźmi…hmm, ale się rozmarzyłem…


WK: Jakie są Twoje wartości?

 

Najważniejsze wartości to lojalność, uczciwość, tolerancja, zaufanie i dobre relacje między ludźmi - w biznesie to podstawa, niestety to zanika…cenię sobie w ludziach biznesu po prostu
NORMALNOŚĆ. Zamożność niestety wywołuje w nas negatywne zmiany – ludzie stają się nieprzystępni, nieufni, trzeba być normalnym, trzeba być
sobą. W mojej branży nie ma miejsca dla ludzi, którzy nie lubią innych ludzi!


WK: Arku, czujesz się mężczyzną nowoczesnym czy interesującym?

 

Mężczyzna Nowoczesny to przede wszystkim wciąż mężczyzna, wciąż gentlemen, wciąż szarmancki i uwodzicielski. Nowoczesny dla mnie w tym rozumieniu to facet, który obserwuje dynamicznie zmieniające się otoczenie i adaptuje je dla siebie. Jest "na czasie", ale zawsze jest przede wszystkim sobą, tyle że wręcz doskonalszym. Co jest dużym wyzwaniem w dobie unifikacji wielu funkcji i ról społecznych dzisiaj. Wolę pozostać interesującym, zagadkowym bardziej niż Nowoczesnym. Oczywiście staram się być tym nowoczesnym, choć nie zawsze to wychodzi.
Z drugiej strony jedno wcale nie wyklucza drugiego. Zatem wolałbym być postrzegany jako interesujący mężczyzna, który zawiera w sobie nutkę nowoczesności.