Interesujący mężczyźni

ROBERT WYSKIEL – MĘŻCZYZNA NOWOCZESNY CZY INTERESUJĄCY?

07/07/2017 |

Na kawie z Robertem Wyskiel, wspaniałym, niezwykłym rzeźbiarzem o duszy Artysty i męstwie Wikinga.

Wioletta Kado: Robercie jak byś się określił, jesteś mężczyzną nowoczesnym, czy interesującym?

Robert Wyskiel: Jadąc na to spotkanie, zastanawiałem się, po co zgodziłem się wziąć udział w wywiadzie? Nie jestem nowoczesny, nie znam się nawet na telefonach, ja tu nie pasuję, jednak interesujący brzmi nieźle.

WK: Rzeźbiarstwo to pasja czy przypadek Robercie?

RW: Zdecydowanie to przypadek. Przez 17 lat prowadziłem gastronomię. W 2012 roku w grudniu we Władysławowie spłonęła moja knajpa. Postanowiłem ją jednak odbudować. Pożyczyłem na tą inwestycję sporo pieniędzy, niestety zabrakło mi na wyposażenie. Aby ożywić wnętrze, wpadłem na pomysł stworzenia pierwszej rzeźby, przy założeniu, że spróbuję własnych sił. Od razu rzuciłem się na „duży format”. Odwiedził mnie wtedy kolega, który zapytał: „skąd masz takie wspaniałe rzeźby, może sprzedałbyś mi ze dwie”... Sprzedałem i to za całkiem niemałe pieniądze, a potem przyjeżdżali kolejni kupcy zafascynowani moimi pracami. I tak rozpocząłem przygodę z rzeźbiarstwem. 

WK: Czyli przed rzeźbą Twoją pasją była gastronomia?

RW: Zainteresowania kulinarne towarzyszyły mi od zawsze. Szczególnie lubiłem smażyć ryby – to chamska, śmierdząca robota, ale mi to zupełnie nie przeszkadzało. Jestem z wykształcenia kucharzem, skończyłem gastronomik, byłem na kilku kontraktach na statkach, gdzie zarobiłem swoje pierwsze sensowne pieniądze, z których wybudowałem moją knajpę. Prowadzenie własnej gastronomii, to bardzo trudny interes, wymagający sporo czasu i zaangażowania. Z racji mojej częstej nieobecności w domu, najbardziej cierpiała rodzina. W tamtym czasie miałem już trójkę dzieci... Budując swoje doświadczenia kulinarne przeżyłem różne ciekawe historie. Jedna z nich była związana z umiejętnością pieczenia chleba. Kiedy zatrudniono mnie na statku, to głównym warunkiem umowy była właśnie ta umiejętność, a ja nigdy wcześniej tego nie robiłem. Niestety, gdy w kuchni skończył się chleb tostowy i trzeba było upiec świeży, ponieważ wszyscy byli głodni, znalazłem się w potrzasku. Próbowałem go upiec, ale ciągle wychodził mi zakalec, chciało mi się płakać, już widziałem jak tracę pracę… Było ciężko, ale metodą prób i błędów, na podstawie przepisów mojej babci z podkarpacia, któregoś pięknego dnia wyszedł mi cudowny chleb, który z radości aż ucałowałem, prawie go wpół zjadłem. Chleb był piękny i chrupiący, a wszyscy mi gratulowali, jaki to ze mnie „fachura”.

WK: Czy nadal zajmujesz się gastronomią?

RW: Niestety nie, po pożarze knajpy, mimo próby reaktywacji, już do tego nie wróciłem. Gastronomia to już przeszłość. Oczywiście nadal uwielbiam gotować dla mojej rodziny, zaraziłem też tą pasją dzieci i żonę. Dziewczyny pieką ciasta i lepią pierogi.

WK: Największa Twoja pasja to obecnie rzeźba?

RW: Kiedyś był to sport, który szczególnie kochałem. Niestety po czterech operacjach kolana, nie mogę biegać, odpada rower, piłka, ale próbuję mimo wszystko jeździć na rolkach, ponieważ nie potrafię żyć bez aktywności. Obecnie najważniejszą pasją i sposobem na życie jest dla mnie rzeźba, nie mógłbym bez tego już „oddychać”. Rzeźbię w lodzie i w drewnie. 

Znad morza wiatr przygnał nam rzeźbiarza
Dusza artysty, męstwo Wikinga
Każde Jego dzieło te cechy wyraża
Delikatność i piękno w piórze pawia
Tańczącej pary energia i siła
Cóż On z naszą wyobraźnią wyprawia
Każda rzeźba jest oku i sercu miła”

Kronikarz Jerzy Laganowski o Robercie Wyskiel

WK: Anioły, które rzeźbisz…, opowiedz o nich?

RW: Anioły rzeźbię tylko wtedy, gdy czuję, że One tego chcą. Nie zawsze można zrobić Anioła. To musi być właściwy moment, to się wie.

WK: A diabły rzeźbisz?

RW: Gdyby żona pozwoliła mi rzeźbić diabły, byłbym mistrzem świata.

WK: Rodzina to Twój największy skarb, prawda?

RW: Tak, zdecydowanie. Mam kochaną rodzinkę, wspaniałe dzieci, aż sześcioro, wynajmujemy cudowny dom w Orłowie z widokiem na morze, w którym tworzę cudeńka. Gdy pracuję, towarzyszy mi szum morza i powiew wiatru. Uwielbiam swoje dzieci, choć czasami codzienność z szóstką bywa trudna. Najstarsza córka ma 16 lat, a najmłodsze dziecko 5 tygodni.

WK: Robercie, Twoje marzenia?

RW: Marzę o przyziemnych sprawach, żeby moja praca była bardziej stabilna, przewidywalna i zapewniała bezpieczeństwo finansowe mojej rodzinie, a niestety obecnie tak nie jest. Jednak mam nadzieję, że w przyszłości będzie inaczej.

WK: Twoje przesłanie do ludzi brzmi?

RW: „Próbujcie coś w sobie odkryć, bez względu na wiek i okoliczności, żeby nie mieć w przyszłości pretensji do siebie, że nie spróbowaliście. Po 17 latach prowadzenia gastronomii odkryłem, że potrafię rzeźbić. Pasja to najważniejsza sprawa”.

 

Robercie, dziękuję za udzielenie wywiadu. Życzę Ci realizacji wszystkich celów, jakie sobie założyłeś i powodzenia w życiu prywatnym.